Skip to content

Hygge i „oszukany” tort

Taki już mam charakter, że zawsze muszę mieć coś ciekawego na tapecie.

Jak nie zabawę moim blogiem, to przeglądanie innych blogów, w których potrafię spędzić noc, przenieść się w czyjś świat, kolorowy i ciekawy, odprężający i inspirujący. Kreatywność kobieca jednak nie zna granic, i to jest cudowne.

Jak nie blogi, to nowy język, jak nie język to zgłębianie tajników mody lub kuchni, kultury francuskiej lub skandynawskiej, a nawet kryminologii. To mnie nakręca i wzbogaca czasem bardzo szare dni, sprawia, że ciągle coś mi chodzi po głowie, zanurza w inspiracji, podsyca ochotę na wypróbowanie, zgłębianie, szperanie w książkach i stronach internetowych.

Aktualnie zgłębiam coś, co Skandynawowie nazywają Hygge. Dwa tygodnie temu zaliczyliśmy bardzo ciekawy pobyt na oddziale SOR warszawskiego szpitala. Miejsce jak z horroru, atmosfera niepokoju, ludzkiej słabości, prozy życia w pełnej odsłonie. Przyjechaliśmy ok 16: 00 w sobotnie popołudnie, okazało się ze dopiero weszli pacjenci z godziny 8:00 rano… Pani uprzedziła nas, że musimy uzbroić się w cierpliwość. Lekko w panice, że w tej uroczej scenerii spędzę cały wieczór, a może nawet noc, zaczęłam kręcić się po szpitalu. Dotarłam do szpitalnego kiosku i w tym też kiosku wyszperałam, między Kot Bob i ja a mrocznymi kryminałami,  książkę Marie Tourell Soderberg o tajemniczym tytule Hygge. Duńska sztuka szczęścia. Kupiłam ją za pieniądze podstępem wyciągnięte od ledwo przytomnego męża mego przyszłego 🙂 I na tym szarym obdrapanym korytarzy, książka przeniosła mnie w błogostan.

Hygge to skandynawska filozofia życia, czerpania radości z drobnostek dnia codziennego, z zatrzymywania i delektowania się ulotnymi chwilami spokoju i szczęścia, wspólnie spędzonego czasu, smakowania życia. Banalne, oklepane, oczywiste… a jednak bardzo trudne do osiągnięcia. Wygląda na to, że mieszkańcom Skandynawii przychodzi to tak prosto, chyba dlatego, że świadomie kreują te chwile i świadomie je przeżywają.

∴ 

J’ai besoin d’avoir toujours quelque chose d’intéressant sur le tapis. Si ce n’est pas mon blog, ce sont les blogs des autres dans lesquels je peux passer toute la nuit, plonger dans le monde de quelqu’un d’autre, dans un univers coloré et intéressant, relaxant et inspirant. La créativité des femmes ne connaît pas de limites, c’est merveilleux.

Si ce ne sont pas les blogs, c’est une nouvelle langue, ou les secrets de la mode, de la cuisine, de la culture, française ou scandinave, ou même de la criminologie. Cela permet de donner un peu de couleurs aux jours, parfois très gris, me faire vivre dans l’inspiration, dans la volonté d’essayer, de goûter, d’explorer, de fouiller dans des livres et des sites Web.

À l’heure actuelle, j’explore quelque chose que les Scandinaves appellent Hygge. Il y a deux semaines, moi et mon fiancé, nous avons fait un séjour très intéressant dans le service des urgences d’un hôpital de Varsovie. L’hôpital tout droit sorti du film d’horreur, l’atmosphère de la peur et de l’anxiété qui y régnait était accablante, la prose de la vie ni plus ni moins. Nous sommes arrivés vers 16h00 samedi après-midi, on nous a dit que les patients de 8h00 du matin venaient d’entrer donc une longue attente nous attendait. Légèrement en panique que dans cette ambiance charmante j’allais devoir passer le samedi soir, voire toute la nuit, je me suis mise à tourner en rond dans l’hôpital. Je suis arrivée au kiosque de l’hôpital où j’ai trouvé un livre de Marie Tourell Soderberg intitulé Hygge, The Danish Art of Happiness. Je l’ai acheté avec de l’argent soutiré à mon, à peine conscient futur mari 🙂 Et dans ce couloir miteux et gris, le livre m’a transposée dans le pur bonheur….

Hygge est une philosophie scandinave de la vie, de la recherche du bonheur dans de petites choses de la vie quotidienne, la capacité à savourer les moments fugaces de paix et de joie, du temps passé ensemble, de la vie tout simplement. Normal, banal, évident … et pourtant, c’est un idéal très difficile à atteindre. Il semble que pour les Scandinaves c’est si facile, probablement parce qu’ils cherchent consciemment ces moments et ils les vivent consciemment.

 

Oszukany Tort „pewniak”

Ten tort to „pewniak”, ponieważ nie wiem co tu może się nie udać. „Oszukany”, ponieważ nie jest to prawdziwy biszkopt. Prawdziwy biszkopt – ten marudny, ten który rośnie jak ma ochotę i opada kiedy chce – robiony jest tylko z mąki, cukru i jajek, a ja do tego ciasta dolałam odrobinę oleju roślinnego, dzięki któremu konsystencja się zmienia i biszkopt na pewno nie opadnie. Wybrałam też krem, który jest bardzo prosty i zawsze się udaje,  nie ma innego wyjścia,  robiony jest na bazie serka mascarpone, więc nie ma wiele szans, żeby był za rzadki lub za gęsty (w tym ostatnim wystarczy dolać Amaretto lub innego likieru).

Składniki na biszkopt:
( na tortownicę 23 cm)
4 jajka – osobno białka i żółtka
¾ szklanki mąki pszennej – przesianej
1 łyżka mąki ziemniaczanej – przesianej
¾ szklanki cukru w tym trochę cukru z prawdziwą wanilią – mnie ksylitol, zawsze to trochę mniej cukru w cukrze 🙂
2 łyżki oleju roślinnego
½  łyżeczki proszku do pieczenia
szczypta soli

Składniki na krem:
 500 gr serka mascarpone
3 żółtka
 ¾ szklanki drobnego cukru lub cukru pudru – u mnie ksylitol
likier Amaretto
½  szklanki gorzkiej rozpuszczonej czekolady lub gorzkiego kakao
½  szklanki mlecznej czekolady lub słodkiego kakao

 

Wykonanie – biszkopt:
 Mikserem ubić białka ze szczyptą soli na sztywną pianę, potem stopniowo dodawać cukier.
Do ubitej piany z jajek i cukru, stopniowo dodawać po jednym żółtku, ciągle miksując.
Do masy dodawać powoli mąkę pszenną i  ziemniaczaną, przesiane razem i wymieszane z proszkiem do pieczenia.
Całość dokładnie, ale delikatnie wymieszać.
Na koniec wlać do masy olej i znów dokładnie wymieszać.
Masę wylać na tortownicę, wysmarowaną margaryną lub masłem, i obsypaną bułką tartą.
Piec w piekarniku nagrzanym do 180 stopni C ok. 50 minut, tj. do suchego patyczka.
Po upieczeniu wyjąć biszkopt z pieca, zostawić do ostygnięcia ok. 5-10 minut, następnie zdjąć obręcz i  wyłożyć.
Kroić na blaty dopiero po całkowitym ostygnięciu.

 

Wykonanie – krem:
W dużej misce mikserem utrzeć żółtka z cukrem na jasny krem.
Dodać mascarpone i ok. pół szklanki Amaretto. Znów miksować.
Jeżeli krem jest za gęsty, znów dolewamy odrobinę Amaretto.
Kiedy serek połączy się z masą z jajek i cukru, powoli dodawać gorzką i słodką czekoladę i znów miksować.
Można też podzielić krem przed dodaniem czekolady, i zrobić dwu smakowy tort – trzeba zmniejszyć ilość czekolady o połowę i dodać ją tylko do jednej części kremu. Jedna warstwa będzie o mocnym smaku Amaretto, druga czekoladowa.

Uwagi: Amaretto jest bardzo słodkim likierem, trzeba uważać na proporcje cukier/Amaretto. Sprawdzałam, z wódką lub winem deser nie wychodzi. Żeby zastąpić Amaretto, trzeba znaleźć inny likier o bardzo wyrazistym mocnym smaku.

 


Gotowy krem:


Składanie tortu:
Biszkopt przeciąć na blaty, nasączyć Amaretto lub mieszanką Amaretto i zaparzonej kawy.
Nakładać krem na każdą warstwę.
Wykończenie i dekoracje pozostawiam waszej kreatywności – pomysły i zdjęcia mile widziane!



Gâteau infaillible et truqué.

Ce gâteau est infaillible, parce que je ne sais pas ce qui peut aller mal dans sa préparation. Truqué, parce que ce n’est pas un vrai biscuit blanc, le vrai biscuit — celui qui est grincheux, celui qui grandit quand il veut et s’effondre s’il en a envie – n’est fait qu’à base de la farine, du sucre et des œufs, alors que moi, j’ai versé dans la préparation un peu d’huile végétale. Ainsi, la consistance change de telle façon qu’il n’y a aucune chance pour que le biscuit s’effondre J’ai aussi choisi une crème qui est très simple et toujours couronnée de succès parce qu’elle est faite à base de fromage mascarpone, donc elle n’est ni trop rare ni trop dense, dans ce dernier cas, il suffit d’ajouter un peu d’Amaretto ou une autre liqueur.

Ingrédients – biscuit :
 (moule de 23 cm)
4 oeufs — blanc et jaune d’oeuf séparés
¾ tasse de farine — tamisée
1 cuillère à soupe de farine de pommes de terre — tamisée
¾ tasse de sucre, y compris un peu de sucre à la vanille – j’ai utilisé du xylitol, sucre de bouleau
2 cuillères à soupe d’huile végétale
½ cuillère à café de levure chimique
pincée de sel

Ingrédients – crème :
500 gr de fromage mascarpone
3 jaunes d’œufs
¾ tasse de sucre en poudre ou de sucre glace — j’ai utilisé du xylitol
liqueur Amaretto
une demi-tasse de chocolat noir dissous ou de chocolat noir en poudre
une demi-tasse de chocolat au lait ou de chocolat noir en poudre

Ingrédients –biscuit :

À l’aide d’un batteur électrique, battre les blancs en neige avec une pincée de sel et du sucre.
Ajouter petit à petit les jaunes d’œuf, mélanger constamment.
Ensuite, ajouter lentement de la farine et de la farine de pommes de terre, tamisées ensemble et mélangées avec de la levure chimique.
Le tout mélanger soigneusement, mais doucement.
Enfin, verser de l’huile dans la préparation et bien mélanger à nouveau.
Verser le tout dans le moule à gâteau, beurré et saupoudré de chapelure.
Mettre au four préchauffé à 180 °C pendants env. 50 minutes.
Retirer le biscuit du four, laisser refroidir env. 5-10 minutes, puis retirer le moule et mettre de coté.
Couper quand le biscuit est complètement refroidi.

Crème:

À l’aide d’un batteur électrique, mélanger les jaunes d’oeuf avec du sucre jusqu’à obtenir une crème légère.
  Ajouter le fromage mascarpone et environ un demi-verre d’Amaretto.
Toujours mélanger avec le batteur électrique. Si la crème est trop épaisse, il faut ajouter encore un peu d’Amaretto.
À la fin, ajouter tout le chocolat et mélanger à nouveau.
Vous pouvez également diviser la crème avant d’y ajouter du chocolat, et faire la crème de deux couleurs : il faut seulement réduire la quantité de chocolat de moitié et l’ajouter seulement à une partie de crème.

Montage :

Tremper les tranches de biscuit avec de l’alcool, j’ai utilisé Amaretto, il est possible de faire un mélange de cette liqueur avec du café (refroidi). Mettre de la crème sur chaque couche. Pour la finition, je la laisse à votre imagination – idées et photos bienvenues !

Makaron tricolori aglio olio peperoncino i faszerowane pieczarki.

Poniżej prosty przepis na jedno z moich ulubionych dań: makaron tricolori aglio olio peperoncino, czyli makaron z czosnkiem, oliwą i ostrą papryką. Tak to danie wygląda w oryginale we Włoszech, bez fałszywej skromności między nami, to danie w moim wykonaniu, też jest pyszne.

Zdradzę najpierw jeden z sekretów naszej kuchni : sos z natki pietruszki.

Ma on wiele zastosowań, od sosu do mięsa, po makarony i sałatki. Przydał się też w tym daniu.

Podstawa – sos z natki pietruszki: 

świeża natka pietruszki, minimum jeden duży pęczek
2 ząbki czosnku
1/3 szklanki oliwy z oliwek – dobrej jakości, mocno ją czuć w tym sosie
łyżka jasnego lub ciemnego vinaigrette – dobrej jakości
sól, pieprz

Wykonanie:
Natkę pietruszki, umytą i dobrze osuszoną, bardzo drobno posiekać

Dodać przeciśnięty przez praskę czosnek
Wlać oliwę i vinaigrette, dodać sól i pieprz, i wszystko porządnie wymieszać
Odstawić na co najmniej 4-5 godzin do lodówki w zamkniętym pojemniku

 

Najpierw robimy faszerowane pieczarki: 

Mieszamy sos z natki pietruszki z bułką tartą i tartym parmezanem: w proporcjach 1/3 każdego ze składników.
Dolewamy odrobinę oliwy z oliwek do uzyskania gęstej mokrej masy.
Próbujemy, czy nie trzeba dosolić, dodać też jeszcze trochę świeżo mielonego pieprzu.
Nakładamy w główki pieczarek i pieczemy w 180 stopniach, aż góra się zarumieni.

Jednocześnie na blachę, na której pieką się pieczarki wysypuję trochę masy z natki pietruszki, bułki i parmezanu, żeby też się zarumieniła, posypię  nią potem gotowe danie.

Makaron:
Na patelni trzeba podgrzać trochę oliwę z oliwek i dodać – tak jak widać na zdjęciu:
pokrojony w plasterki czosnek – 3-4 ząbki,
świeże chili – odrobinę, w przeciwnym razie oliwa zrobi się za ostra
oraz odrobinę ostrego chili w płatkach
na koniec można dołożyć odrobinę drobno pokrojonej natki pietruszki lub bazylii.
Uwaga: na 2 duże porcje makaronu, na patelnię wlewam ok. 1/3 szklanki oliwy z oliwek.
makaron nie może być ani za tłusty, ani bez smaku.

Składki mają nadać czosnkowo-ostrego smaku oliwie. Nic nie może się „smażyć” – najlepiej podgrzać mocno oliwę, włożyć składniki, i zgasić ogień pod patelnią. Za 2-3 minuty znów podgrzać oliwę i wyłączyć.
Jeżeli składniki zaczną „skwierczeć” na patelni, trzeba zacząć od początku.

Ugotować makaron i zetrzeć parmezan (ok. ½ szklanki), najlepiej na tarce o grubych oczkach.

Ugotowany makaron odlewamy i znów wkładamy do garnka w którym się gotował. Z patelni wykładamy na bok czosnek, a resztą tj. oliwą i chili, trzeba zalać gorący makaron i dobrze wymieszać. Wsypać parmezan i znów zamieszać. Przełożyć makaron na talerze, posypać zarumienioną masą z bułki tartej, parmezanu i natki pietruszki. Wyjąć zarumienione pieczarki.

Smacznego!



Hygge po naszemu. Hygge chez nous.

Zapraszam do hyggowania 🙂

 


Podziel się na:
  • Print
  • Digg
  • Sphinn
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Mixx
  • Google Bookmarks
  • Blogplay

Post a Comment

Your email is never published nor shared.